moje zycie na emigarcji
Kategorie: Wszystkie | Emigracja | Foto | Mediolan | Przepisy | Rozne
RSS
środa, 06 października 2010

Sushi, sashimi, hosomaki, futomaki i takie tam jeszcze inne dziwne slowa zagoscily na stale w jezyku wloskim. Slysze je na okraglo w pracy i wsrod znajomych. Sa bardzo modne oczywiscie jak na stolice mody przystalo. Tu w Mediolanie wszystko musi byc trendy. Od okularow po buty, od samochodu po letnie wakacje. Slowa tez. Meczy mnie to okropnie.

Ostanio moja znajoma zapytala mi sie czy lubie futomaki, a ja jej na to, ze chyba nigdy nie jadalm czegos o takiej nazwie. Ona na to oburzona: -"No wiesz co, mieszkasz w Mediolanie i nie jadasz sushi? i nie mow mi, ze nigdy nie jadlas makizsuhi owinietgo w nori?-No comment!"

Nie chcialo mi sie juz jej pytac, dlaczego ja to tak dziwi. No ale tak na chlopski rozum...skoro mieszkam we Wloszech i podobno na Wlochow wolaja makaroniarze, i podobno kraj ten slynie z pasty i pizzy...i zaden Wloch bez tych dan nie wytrzynuje nawet jednego dnia, to niby co w tym dziwnego, ze nie jadlam nigdy makizsushi czy futomaki? Byloby chyba dziwniej gdybym nie wiedziala na przyklad co to jest spaghetti czy risotto.

Przyznaje sie, byla to z mojej strony lekka prowokacja, bo troche orientuje sie w kuchni wschodu. Chcialam sie tylko przekonac jak daleko moze zajsc snobizm niektorych istot.

Tak na marginesie to ja naprawde nie jadam sushi, ale za to kocham spaghetti.

 

 

wtorek, 05 października 2010

Jesli ktos zapytalby mi sie jak wyobrazam sobie moj mozg, to powiedzialbym, ze na dzien dzisejszy przypomina on wielka pralka z wielkim praniem w srodku, ktore kreci sie w kolko i czeka na rozwieszenie.

Milion mysli na sekunde, milion rzeczy, ktore chcialabym zrobic. Tam wszystko sie tak miesza i tlucze, wlasnie tak jak to sie dzieje podczas prania. Teraz chcialbym, zeby ktos pomogl mi to pranie powiesic rowniutko na sznureczku. Jedna szmatke za druga...

Fotografia, pilates, blog, wyprawy za miasto, kino, teatr, ksiazki, syn, maz, dom, praca... tylko, ze ja ciagle zapominam, ze doba ma 24 godziny z czego 8 godzin musze koniecznie przeznaczyc na sen.

Niestety wszystko systematycznie konczy sie na tylko na planch. Moze czas na zmiane...

Co robic? pomocy....


czwartek, 23 września 2010
środa, 22 września 2010

Z natury jestem osoba pozytwnie nastawiona do swiata i rzadko zdarza mi sie byc naprawde smutna. Ostanio przytrafjaja mi sie jednak rozne sytuacje, ktore dosc drastycznie wplywaja na moje sampoczucie.

A to szkola mojego syna, bo musialam rozmowic sie z mama jednego z kolegow, a to popsula mi sie lodowka i musze czekac az 10 dni roboczych na nowa, a to praca, bo szef przechodzi kryzys sredniego wieku i wyzywa sie na swoich „poddanych” i wreszcie... moja dlugoletnia kolzanka-emigrantka wraca do Polski. To juz druga z koleii. Powod – rozwod.

Przygniebia mnie fakt, ze zostaje „sama” na obczyznie, pomimo mnostwa innych znajomych z pracy, ze szkoly malego, Polek poznanych przypadkowo.  To nie to samo.

Mile wspominam wspolne spotaknia przy kawie, wypady do kina oraz niekonczace sie rozmowy o ich trudnych zwiazkach.

Bedzie mi ich naprawde brakowac. Bo to wlasnie one wspieraly mnie w takich sytuacjach, niby nieistotnych, ale zawsze...

 

E. Munch, Ashes. 1894

wtorek, 21 września 2010

Jest takie miejsce w Mediolanie, ktore bardzo lubie. Czesto odwiedzam i pokazuje znajomym, ktorzy mnie odwiedzaja.

Miejsce, o ktorym mowa, to zbieg ulic Cappuccini, Mozart, Serbelloni i Vivaio. Pomimo, ze ulice te sa w samym sercu Mediolanu, nie odczuwa sie tu zbytnio zgielku zabieganego miasta. Okolica ta  nazywana jest przez mieszkancow "dzielnica ciszy", oczywiscie na ile pozwola standardy duzej metropolii .

Lubie przespacerowac sie tymi uliczkami aby podziwiac przepiekne zdobione kamienice w stylu Liberty, niektore otocznone bujna zielenia, wspinajaca sie po scianch domow. Wyobrazam sobie wtedy jak tu moglo byc na przelomie XIX i XX wieku, bez tych wszystkich samochodow zaparkowanych przy chodniku.

Miejsce to pokazal mi moj maz, kiedy pierwszy raz przyjechalam go odwiedzic. Prawie 20 lat temu.

Jedna z tych ulic ma dla zwiedzajacych mala niespodzianke. Otoz, w przepieknym ogrodzie otaczajacym wille Invernizzi przy via Cappuccino mieszkaja sobie ... falmingi. Piekne, rozowe falmingi.


 

Spaceruja majestatycznie po parku lub stoja nieruchomo ma jednej nodze. Czasami wygladaja jak posagi i naprawde trudno uwierzyc, ze sa zywe.


Ponizej kilka ujec kamienic

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Funkcjonujacy domofon jest dzielem mediolanskiego artysty Adolfa Wildta

poniedziałek, 20 września 2010

Weekend minol jak z bicza strzelil. Jak to zreszta zwykle bywa z weeknedami. W sobote niestety strasznie padalo wiec wybralimy sie z Mlodym i ze znajomymi do kina a pozniej na pizze. W niedziele za to wrecz letnia pogoda. Cieplutko i slonecznie.  Wsiedlismy wiec na rowery i ruszylismy w droge. Cel Idroscalo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 17 września 2010

No coz, pomalu trzeba przyzwyczjac do zmiennej pogody, wielkich i czarnych chmur na horyzoncie i coraz krotszych dni. Chociaz drzewa sa jeszcze zielone i praktycznie maja wszystkie liscie, to niestety w powietrzu czuc jesien. My jednak jej sie nie poddajemy i na zblizajacy sie weekend zaplanowalismy wycieczke rowerowa.

Jednym z przystankow naszej wyprawy bedzie Idroscalo, nazywane przez Mediolanczykow "mare nostrum", czyli nasze morze.  Idroscalo to nic innego jak dawny pas dla hydroplanow (samolotow ladujacych na wodzie). Zainugurowany w  1930 roku. Pod koniec lat trzydziestych konczy swoja kariere jako lotnisko a mieszkancy Mediolanu wykorzystuja zbiornik wodny do kapieli i spotkan niedzielnych na swiezym powietrzu. Wkrotce tez organizuje sie tam manifestacje sportowe nawet o charkterze miedzynarodowym. I tak jest do dzis.

Idroscalo znajduje sie tuz obok lotniska Linate. Otoczony jest przepieknym parkiem. Poniewaz na dzien dzisiejszy kapiel w Idroscalo jest zakazana ochlode mozna znalesc w basenach polozonych na terenie parku. Dla dzieci tez jest wiele atrakcji: duzy i nowoczeny plac zabaw, sciany do wspianczki, sciezka rowerowa dla bmx-ow itd... Dla kochajacych sporty wodne organizowane sa kursy kajakowe, zaglowe i narty wodne.

Latem odbywaja sie koncerty i rozne imprezy kulturalne.

Jest tez sporo miejsca na pikniki i wypoczynek. Na bezpieczenstwem w parku czuwaja city angel oraz policja.

 

 

środa, 15 września 2010

W poniedzialek zaczela sie szkola a moj Mlody juz przezywa kryzys. Wcale mu sie nie dziwie, bo jednak 3 miesiace wakacji moga czlowieka rozleniwic. Poza tym, jak to zwykle bywa, we wloskiej szkole kazdego roku na uczniow czekaja jakies nowosci. Zwalszcza jesli chodzi o nauczycieli. Zmieniaja sie oni jak pory roku i jest to dla mojego malucha zrodlem powaznego stresu. No bo nie wiadomo jaka pani moze sie trafic...i na jak dlugo.

Dopiero co przyzwyczail sie do nauczycielki od angielskiego a tu sie okazalo, ze w tym roku bedzie nowa pani, ale oczywiscie nie od razu... nie... moze od pazdziernika albo od listopada. Podobnie z nauczycielka od historii i geografii. Pani dyrektor musi jeszcze zdecydowac. Kurcze blade czy nie miala na to trzy miesiace czasu.

W zeszlym roku zdarzylo sie, ze zmnienila sie pani od historii i geografii (poszla na chorobowe i wiecej nie wrocila) i dzieci przerabialy ten sam material dwa razy bo obie panie sie nie dogadaly. Mozna zwariowac...

Poki co cieszymy sie sloneczkiem i bardzo przyjemna temperatura 25 ° C.

wtorek, 14 września 2010

Strasznie dawno tu nie zagladalam. Wiele sie zdarzylo i nie mialam naprawde glowy do pisania.

Minela wisona, minelo lato i w Mediolanie nastaje jesien. Czuc ja w powietrzu. Jest juz tuz tuz. W kat poszyly sandalki i klapki, lekkie sukieneczki i bluzeczki. Zaczynam wyciagac z glebi szafy grubsze ciuszki. Pomijam fakt, ze ja jeszcze nie chce zimna i ponurych dni!

Poki co szykuje male woreczki z laweda aby przypominaly mi lato za kazdym razem jak bede otwierac szuflady mojej komody.


 

.

lawenda

 

sobota, 27 lutego 2010
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8