moje zycie na emigarcji
Kategorie: Wszystkie | Emigracja | Foto | Mediolan | Przepisy | Rozne
RSS
piątek, 24 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
Blizej coraz blizej... Swieta a czasu tak ma tak malo, ze nie wiem jak ja sie ze wszytskim wyrobie. Tydzien dosc intensywny, pelen pracy, zakupow i kolacji szkolno-pracowniczych. Jeszcze tylko dzis i bede wreszcie miala kilka dni odpoczynku. Dostalam juz pierwsze prezenty, z ktorych najprzyjemniejszym, po upominku od malego, byly bilety na balet "Jezioro Labedzi" w La Scali (o ktorej pisalm TU)

 

 

 

 

Biegajac za prezentami napatrzylam sie na takie oto swiateczne widoki:

Galeria Vittorio Emanuele (o ktorej pislam TU):

na poczatku mialo byc tak i bylo przez kilka dni

 

 

 

Potem Mediolan nawiedzily silne wiatry i stalo sie to...pewna strsza pani oberwala w glowe serduchem Svaroskiego i...

 

teraz jest tak... bez serduszek ale tez ladnie

 

A tak wygladaja inne ulice Mediolanu

Via Della Spiga

 


Duomo i piazza Duomo

Wieczorem gaszone sa lampiony wokol katedry by moc lepiej podziwiac podswietlone witraze

 

 


Świąt radosnych,
przeżyć wzniosłych,
w zdrowiu, szczęściu i miłości.

Niech Święta radością
wypełnią Wasz dom
A Nowy Rok blasku doda
Waszym dn
iom.

poniedziałek, 13 grudnia 2010
Odwoluje, ze w Mediolanie jest zima. Nie za zimno, slonecznie i przede wszystkim bezsniegowo. Nie to co w Polsce czy na swiecie, az strach pomyslec. Tu to chyba bylby koniec swiata.
Wlasnie zakonczylam bardzo dlugi weekend, ktory trwal az siedem dni. W zwiazku z tym, ze w zeszly wtorek 7 grudnia Mediolan obchodzil swieto Sw. Ambrozego (patrona miasta) a w srode bylo swieto Niepokalanego Poczecia Najswietszej Maryji Panny czyli po wlosku Immacolata,  wzielam sobie urlop na poniedzialek, czwartek i piatek i takim sposobem mialam wolne az caly tydzien.
Wyjechalismy na krotko z miasta, z daleka od zgielku i swiatecznego chaosu. Po powrocie zajelam sie roznymi domowymi sprawami, na ktore ciagle brakowalo mi czasu.  W pierwszy sloneczny dzien wybralismy sie tez na mala przechadzke po miescie. Poszlismy zobaczyc Bazylike sw. Ambrozego

 

 

 

 

 

Jak chce mediolanska tradycja w dniu Swietego Ambrozego ubiera sie w domach choinki i od tego momnetu oficjalnie zaczynaja sie Swieta. Ja ubralam ja wczoraj. W tym roku mam swieze drzewko, tylko nie wiem czy dotrzyma do Wiglii bo w domu jest dosc cieplo. Tu i tam polozylam kilka swiatecznych ozdob. Nadaja one mojemu domowi tyle ciepla i radosci. Zwalszcza wieczorami, kiedy zapalmy swiateczne swiece i lampki na choince.

Moj syn z niecierpliwoscia czeka na Swietego Mikolaja, do ktorego napisal az 3 listy. Tym razem Mikolaj bedzie w stanie spelnic wszytskie jego zyczenia, bo sa one na szczescie realne i przede wszytskim osiaglane.

 

 

 

 

piątek, 26 listopada 2010
Po pierwsze:
dzis od rana pada snieg. W zasadzie teraz to bardziej deszcz ze sniegiem. Udalo mi sie jednak dojechac na czas do pracy, co przy takiej pogodzie praktycznie graniczy z cudem. Tu, w Mediolanie, snieg oznacza powazne problemy. Mam nadzieje, ze tym razem wloscy drogowcy przygotowali sie lepiej niz w zeszlym roku, niz dwa lata temu, niz trzy lata temu... .
A tak bylo mniej wiecej rok temu.

 

Po drugie:
Pipi Langstrump (Pippilotta Viktualia Rullgardina Krusmynta Efraimsdotter Långstrump) obchodzi 65 urodziny. Przypomnial mi o tym Google, za co mu jestem bardzo wdzieczna, bo Pipi jest i bedzie moja ulubiona postacia.
Wprawdzie z perspektywy czasu zdalam sobie sprawe, ze jej zycie wcale nie bylo takie fajne jak mi sie wydawalo, kiedy bylam dzieckiem, no bo przeciez byla sama jak palec, to i tak ja kocham. Najbardziej "zazdroscilam" jej nieludzkiej sily i Pana Nilssona.

BUON COMPLEANNO PIPI!

 

piątek, 19 listopada 2010
- Federica, zaraz bedziemy skrecac w lewo, wrzuc kierunkowskaz.
- Co?
- Noo.. kierunkowskaz, przeciez musisz skrecac.
- No i co z tego.
- Jak to co? Chyba powinnas zasygnalizowac, ze masz zamiar zjechac z tej drogi, tak czy nie?
- Ale przeciez nikt nie jedzie za nami...

Tak mniej wiecej wygladala moja wczorajsza konwersacja z kolezanka w drodze po zakupy.
Zaczynam powaznie myslec, ze wiekszosc dzisiejszych (przynajmniej wloskich) kierowcow nawet nie wie, ze maja w swoich samochodach kierunkowskazy i pewnie zacieraja rece na mysl, ze nie dali sobie wcisnac w salonie samochodowym tego optional. Tak,  optional, bo naprawde niewielu zmotoryzowanych wrzuca kierunek przy wszelkiego rodzaju manowrach, ktore to kierunkowskazu wymagaja. Po co im kierunkowskazy skoro maja w samochodzie klakson i rece do pokazywania roznych gestow.



Lubie podroze samochodowe, zwlaszcza te dalekie. Lubie je nawet kiedy to ja musze prowadzic przez dlugie godziny, ale zaczyna mnie meczyc jazda po miescie. Meczy mnie to ciagle uwazanie na tych wszystkich, ktorzy mysla, ze tylko oni sa na drodze. Meczy mnie ta ciagla interpretacja i przewidywanie ruchow innych zmotoryzowanych. Po prostu nie daje rady i dlatego czesto korzystam z komunikacji miejskiej, potocznie zwanej w Mediolanie "ATM", ktora niestety do najpunktualniejszych nie nazley. Ale wole juz czekac na przystanku, niz uzerac sie z samochodami, skuterami , motorami, rowerami i dziurami na drodze.
czwartek, 18 listopada 2010
Na poczatku listopada wspomnialam w jednej z moich notek o ksiazce "Sangue di cane". Napislam ja pod wplywem impulsu, poniewaz ksiazka wywolala we mnie  dosc skrajne uczucia. Wspolczucie pomieszane z irytacja.  Nie spodziewalam sie jednak, ze pojawi sie ona tez na dwoch wloskich blogach vibrisse i Laurana (wydawnictwo, ktore opublikowalo ksiazke) i, ze sama autorka Veronica Tomassini odpowie mi na pytanie, ktore nasunelo mi sie na mysl po przeczytaniu tej smutnej historii.
Jestem jej za to bardzo wdzieczna z dwoch powodow. Po pierwsze wyjasnila mi bardzo skrupulatnie pieknym, poetyckim jezykiem co sklonilo ja do opisania, "niewidzialnego" dla wieszosci z nas, swiata bezdomnych emigrantow, ktorzy wyruszyli w swiat z roznych powodow w poszukiwaniu lepszego zycia, a znalezli sie piekle. Uswiadomila mi, ze rzeczywiscie czesto zapominamy, ze obok nas zyja ludzie, ktorzy nie mieli na tyle szczescia by znalezc swoje bezpieczne miejsce w obcym kraju.
Po drugie nieczesto zdarza sie otrzymac osobiscie od autora jakiekolwiek wyjasnienia
Dziekuje.

 

Oto co odpisala mi Veronica Tomassini

veronica t. Dice:

"ti rispondo volentieri Alf. Ho il dovere di farlo. Le tue ragioni sono legittime. Io amo la vostra Polonia, i miei amori più grandi sono polacchi. Sangue di cane, è il mio offertorio. E’ il mio dono di devozione e gratitudine per l’esempio storico, drammatico, orgoglioso che ne ho tratto, da una vicenda tutta personale. Quel romanzo è stato un dono sofferto, sai? Ho raccontato un universo a parte, non la Polonia bella e colta e densa di talenti forse che ti aspettavi, di grandi scrittori, artisti, musicisti. Ma io ho incontrato quel piccolo mondo (e anche quel piccolo mondo per me era intenso, colto, elevato), dove concorreva un’espiazione (un sacrificio) secolare. Ho guardato dentro questo sacrificio, non mettendo a parte la mia vita. Ho desiderato compatire il sacrificio secolare (le vostre proscrizioni, l’inutilità di anni di costrizione e regime, le persecuzioni);insieme a quel piccolo mondo, portatore di martirio nobile, ho imparato cosa fosse la pietà, ho incontrato esattamente in quel piccolo mondo a parte il Dio della Misericordia e del Perdono. L’Occidente, sazio e con la pancia piena, deve guardare insieme a me, a te, dentro questo sacrificio che si consuma ancora. Mia cara, umilmente, ho voluto raccontare un po’ di questa vita straordinaria che è stata anche la mia.
con stima
Veronica Tomassini Piotrkowicz"

 

poniedziałek, 15 listopada 2010

Leopold Staff

"DESZCZ JESIENNY

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."

 

Kiedy to sie wreszcie skonczy.... ja chce slonca i blekitnego nieba! Od wczoraj znowu pada. Jest tak ponuro, ze gdybym mogla sobie na to pozwolic, to zakopalabym sie w lozku i przespala ten dzien. Ja wiem, ze to jesien i zbliza sie zima, i ze taka pogoda to calkiem normalna rzecz, ale ilez moze trwac pora deszczowa. Wole juz kiedy pada snieg. Przynajmniej mozna isc i ulepic balwana.

 

czwartek, 11 listopada 2010

 

No i zaczyna sie....Nebbia in Val Padana, o ktorej pisalm Tu. Dzis rano przywital nas taki oto widok. Nic tylko zostac w cieplym lozku i nie wystawiac nosa z domu.... Obowiazki niestety  wzywaja.

 

 

 

środa, 10 listopada 2010

Nalewka z pigwy odpoczywa sobie w wielkim sloju w mojej spizarni. Czekam z niecierpliwosca kiedy bede mogla jej zasmakowac. Stopniowo nabiera burszynowego koloru. Postanowilam, ze bedzie ona tez sympatycznym prezentem na swieta dla mojej tesciowej. Nie, nie chce jej wpedzic w alkoholizm...nic  z tych rzeczy, po prostu moim zdaniem jest to typowo damski trunek, wiec z pewnoscia bedzie jej smakowal. Mam juz nawet na oku niewielka, sliczna karafke.

A skoro mowa o prezentach to chyba bardziej lubie obarowywac niz byc obdarowywana. Dlaczego? Bo zdarza sie, ze prezenty, ktore dostaje niekoniecznie sa w moim guscie. Nie lubie udawac, ze cos mi sie podoba lub co gorsza, od czasu do czasu zakladc czy na predce ustawiac w domu, kiedy wiem, ze ma przyjsc do mnie osoba, od ktorej dostalam te podarki. Nie umiem tez powiedziec wprost, ze prezent nie jest w moim guscie, bo nie chce urazic przyjaciol czy znajomych. Wole na przyklad dostac po prostu piekne kwiaty. Ciesza mnie one bardziej niz jakis bezuzyteczny podarek.

Ale co mam zrobic, kiedy przyjaciolka nie pamieta co dala mi w prezencie rok wczesniej i kupila mi w tym roku ponwnie ten sam przedmiot?

Nie moge jej przeciez powiedziec, ze chyba ma lekki zanik pamieci. Nie moge jej tego zrobic, bo widzialm jak patrzy na mnie kiedy go wyjmowalam z pudeleczka i widzialm jak bardzo jej zalezy na tym, aby jej prezent mi sie podobal.

Owszem podoba mi sie, jakby nie bylo to Svaroski, a w sloneczne dni mieni sie i blyszczy jak czystej wody brylant...ale jeden breloczek w zupelnosci by mi wystarczl.

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8