moje zycie na emigarcji
Kategorie: Wszystkie | Emigracja | Foto | Mediolan | Przepisy | Rozne
RSS
czwartek, 23 września 2010
środa, 22 września 2010

Z natury jestem osoba pozytwnie nastawiona do swiata i rzadko zdarza mi sie byc naprawde smutna. Ostanio przytrafjaja mi sie jednak rozne sytuacje, ktore dosc drastycznie wplywaja na moje sampoczucie.

A to szkola mojego syna, bo musialam rozmowic sie z mama jednego z kolegow, a to popsula mi sie lodowka i musze czekac az 10 dni roboczych na nowa, a to praca, bo szef przechodzi kryzys sredniego wieku i wyzywa sie na swoich „poddanych” i wreszcie... moja dlugoletnia kolzanka-emigrantka wraca do Polski. To juz druga z koleii. Powod – rozwod.

Przygniebia mnie fakt, ze zostaje „sama” na obczyznie, pomimo mnostwa innych znajomych z pracy, ze szkoly malego, Polek poznanych przypadkowo.  To nie to samo.

Mile wspominam wspolne spotaknia przy kawie, wypady do kina oraz niekonczace sie rozmowy o ich trudnych zwiazkach.

Bedzie mi ich naprawde brakowac. Bo to wlasnie one wspieraly mnie w takich sytuacjach, niby nieistotnych, ale zawsze...

 

E. Munch, Ashes. 1894

wtorek, 21 września 2010

Jest takie miejsce w Mediolanie, ktore bardzo lubie. Czesto odwiedzam i pokazuje znajomym, ktorzy mnie odwiedzaja.

Miejsce, o ktorym mowa, to zbieg ulic Cappuccini, Mozart, Serbelloni i Vivaio. Pomimo, ze ulice te sa w samym sercu Mediolanu, nie odczuwa sie tu zbytnio zgielku zabieganego miasta. Okolica ta  nazywana jest przez mieszkancow "dzielnica ciszy", oczywiscie na ile pozwola standardy duzej metropolii .

Lubie przespacerowac sie tymi uliczkami aby podziwiac przepiekne zdobione kamienice w stylu Liberty, niektore otocznone bujna zielenia, wspinajaca sie po scianch domow. Wyobrazam sobie wtedy jak tu moglo byc na przelomie XIX i XX wieku, bez tych wszystkich samochodow zaparkowanych przy chodniku.

Miejsce to pokazal mi moj maz, kiedy pierwszy raz przyjechalam go odwiedzic. Prawie 20 lat temu.

Jedna z tych ulic ma dla zwiedzajacych mala niespodzianke. Otoz, w przepieknym ogrodzie otaczajacym wille Invernizzi przy via Cappuccino mieszkaja sobie ... falmingi. Piekne, rozowe falmingi.


 

Spaceruja majestatycznie po parku lub stoja nieruchomo ma jednej nodze. Czasami wygladaja jak posagi i naprawde trudno uwierzyc, ze sa zywe.


Ponizej kilka ujec kamienic

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Funkcjonujacy domofon jest dzielem mediolanskiego artysty Adolfa Wildta

poniedziałek, 20 września 2010

Weekend minol jak z bicza strzelil. Jak to zreszta zwykle bywa z weeknedami. W sobote niestety strasznie padalo wiec wybralimy sie z Mlodym i ze znajomymi do kina a pozniej na pizze. W niedziele za to wrecz letnia pogoda. Cieplutko i slonecznie.  Wsiedlismy wiec na rowery i ruszylismy w droge. Cel Idroscalo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 17 września 2010

No coz, pomalu trzeba przyzwyczjac do zmiennej pogody, wielkich i czarnych chmur na horyzoncie i coraz krotszych dni. Chociaz drzewa sa jeszcze zielone i praktycznie maja wszystkie liscie, to niestety w powietrzu czuc jesien. My jednak jej sie nie poddajemy i na zblizajacy sie weekend zaplanowalismy wycieczke rowerowa.

Jednym z przystankow naszej wyprawy bedzie Idroscalo, nazywane przez Mediolanczykow "mare nostrum", czyli nasze morze.  Idroscalo to nic innego jak dawny pas dla hydroplanow (samolotow ladujacych na wodzie). Zainugurowany w  1930 roku. Pod koniec lat trzydziestych konczy swoja kariere jako lotnisko a mieszkancy Mediolanu wykorzystuja zbiornik wodny do kapieli i spotkan niedzielnych na swiezym powietrzu. Wkrotce tez organizuje sie tam manifestacje sportowe nawet o charkterze miedzynarodowym. I tak jest do dzis.

Idroscalo znajduje sie tuz obok lotniska Linate. Otoczony jest przepieknym parkiem. Poniewaz na dzien dzisiejszy kapiel w Idroscalo jest zakazana ochlode mozna znalesc w basenach polozonych na terenie parku. Dla dzieci tez jest wiele atrakcji: duzy i nowoczeny plac zabaw, sciany do wspianczki, sciezka rowerowa dla bmx-ow itd... Dla kochajacych sporty wodne organizowane sa kursy kajakowe, zaglowe i narty wodne.

Latem odbywaja sie koncerty i rozne imprezy kulturalne.

Jest tez sporo miejsca na pikniki i wypoczynek. Na bezpieczenstwem w parku czuwaja city angel oraz policja.

 

 

środa, 15 września 2010

W poniedzialek zaczela sie szkola a moj Mlody juz przezywa kryzys. Wcale mu sie nie dziwie, bo jednak 3 miesiace wakacji moga czlowieka rozleniwic. Poza tym, jak to zwykle bywa, we wloskiej szkole kazdego roku na uczniow czekaja jakies nowosci. Zwalszcza jesli chodzi o nauczycieli. Zmieniaja sie oni jak pory roku i jest to dla mojego malucha zrodlem powaznego stresu. No bo nie wiadomo jaka pani moze sie trafic...i na jak dlugo.

Dopiero co przyzwyczail sie do nauczycielki od angielskiego a tu sie okazalo, ze w tym roku bedzie nowa pani, ale oczywiscie nie od razu... nie... moze od pazdziernika albo od listopada. Podobnie z nauczycielka od historii i geografii. Pani dyrektor musi jeszcze zdecydowac. Kurcze blade czy nie miala na to trzy miesiace czasu.

W zeszlym roku zdarzylo sie, ze zmnienila sie pani od historii i geografii (poszla na chorobowe i wiecej nie wrocila) i dzieci przerabialy ten sam material dwa razy bo obie panie sie nie dogadaly. Mozna zwariowac...

Poki co cieszymy sie sloneczkiem i bardzo przyjemna temperatura 25 ° C.

wtorek, 14 września 2010

Strasznie dawno tu nie zagladalam. Wiele sie zdarzylo i nie mialam naprawde glowy do pisania.

Minela wisona, minelo lato i w Mediolanie nastaje jesien. Czuc ja w powietrzu. Jest juz tuz tuz. W kat poszyly sandalki i klapki, lekkie sukieneczki i bluzeczki. Zaczynam wyciagac z glebi szafy grubsze ciuszki. Pomijam fakt, ze ja jeszcze nie chce zimna i ponurych dni!

Poki co szykuje male woreczki z laweda aby przypominaly mi lato za kazdym razem jak bede otwierac szuflady mojej komody.


 

.

lawenda