moje zycie na emigarcji
Kategorie: Wszystkie | Emigracja | Foto | Mediolan | Przepisy | Rozne
RSS
czwartek, 24 marca 2011
W ramch dalszego dotleniania mozgu oraz korzystajac z przerwy obiadowej wyruszylam dzis do centrum na spacer. Chcialam tym sposobem uniknac, po pierwsze kolejnej kanapki przy biurku a po drugie narzekan mojego szefa, ktory chyba zapomnial, ze od 13 do 14 ma mi nie zawracac glowy.
Wyruszylam obiecujac sobie, ze w najblizszym barze zapodam sobie tylko talerz salaty i szklanke wody - to z koleji w ramach odchudzania i oczyszczania organizmu z roznych tam podobno toksyn.
Zachecona cudna pogoda szlam mijajac kolejne bary i nieswiadoma niczego, dalam sie zaprowadzic mojemu zaladkowi do bardzo niebezpiecznego dla mnie miejsca. Niewielkiej piekarenki w samym sercu miasta. Prawdziwa instytucja Mediolanu. Kazdy szanujacy sie turysta musi tam zajrzec. Jesli tego nie zrobi, to tak jaby byc w Rzymie i nie zobaczyc Koloseum.
Sklepik znajduje sie na Via Santa Radegonda, 16, tuz obok domu handlowego Rinascente i bez watpienia jest najpopularniejszym, po La Scali i Duomo, miejscem w miescie.  Nie mozna go przeoczyc bo stoi tam zawsze bardzo dluuuuga kolejka.
Dlaczego? Daltego, ze sweruja tam najwspanialsze w miescie panzerotti wypelnione po brzegi ciagnaca sie mozarella i najprostrzym na swiecie sosem pomidorowym. Niby nic a jednak setki osob przewijajace sie przez ten sklep nie wychdza nidgy z pustymi rekami. Caly sekret podobno tkwi w ciescie, a przepis na nie wlasciciele sklepiku strzega ja najwiekszego skarbu.

 

 

 

 

Dluuuuga kolejka chetnych na panzerotto. Nie nalezy sie jednak zrazac bo w ciagu niecalych 10 minut jest sie ekspresowo obsluzonym.

 

Jak wspomnialam miejsce to jest dla mnie niebezpieczne bo nie konczy sie na jednym panzerotto... troppo buoni ;)  Z pelnym brzuchem i dotlenionym mozgiem wrocilam do pracy. Pomine fakt, ze gdzies okolo 15 zamykaly mi oczy i o maly wlos a usnelabym na biurku, ale po dwoch espresso wzielam sie w garsc.
środa, 23 marca 2011
Wiosna. Zdecydowanie nastala wiosna. Slonce grzeje coraz mocniej, zachecjac przyrode do pobudki i mnie tez.  
Wiosna doprowadza mnie do euforii jak najlepsze musujace i lekko schlodzone wino. Czuje jak babelki wiosennego powietrza uderzaja mi do glowy.
Nikt i nic nie jest w stanie mnie wyprowadzic z rownowagi, ani moj maz ani moj Mlody. Nawet szef, ktory ostanio jest naprawde ciezki do strawienia.
Budzi sie we mnie chec na zmiany. Przestawiam, ustawiam, znieniam kolory z zimowych na wiosenne i staram sie przebywac jak najwiecej na swiezym powietrzu by dotlenic moj skolowany mozg. Laduje akumulatory, aby dotrwac do wakacji.
Cala ta euforia zacmiewa mi jednak na tyle umysl, ze bez przerwy robie jakies glupstwa, az sama sie siebe boje. Przesadzilam chyba z tym swiezym mediolanskim powietrzem,  jest w nim zdecydowanie za duzo smogu.
Objawy przedawkowania zaczely sie wczoraj. Podjechalam do supermarketu po zakupy. Do sklepu wparowalam jak na szkydlach, lekka jak motylek. Jak nigdy uwinelam sie szybko, nie poklocilam sie z kasjerka, nie rozerwala mi sie reklamowka. Jednym slowem wszystko poszlo jak po masle. Zadowolona z siebie pomknelam wozkiem pod samochod. Czesc toreb wstawilam do bagaznika a czesc postawialm na ziemi obok drzwi pasazera, bo nie miescily sie do tylu. Pozniej mialam wsadzic je do samochodu. W miedzyczasie odstawilam wozek pod sklep, wsiadlam do samochodu i odjechalam. Zaparkowalam w garazu, wyjelam torby z bagznika i .... a gdzie reszta? No wlasnie, zostala na parkingu na ziemi.
No to biegiem pod sklep z nadzieja, ze odnajde tam moje siaty. Na szczescie nikt nie skusil sie na platki, mleko, kluski i jogurty.  Staly sobie bidulki na srodku parkingu i czekaly. W domu nawet nie wspomnialam o wydarzeniu, bo gadniu nie byloby konca.
Dzis jeszcze nic nie wywinelam, ale i dzien tez jeszcze sie nie skonczyl wiec wszystko przede mna.

 

środa, 16 marca 2011
Wlochy szykuja sie do wielkiego swietowania. Jutro obchodzona bedzie 150 rocznica zjedoczenia tego cudownego kraju.
Tak, kiedys bowiem Wlochy nie byly jedolitym panstwem ale skladaly sie z  kilku ksiestw minej lub bardziej ze soba zaprzyjaznionych. Jutrzejszym bohaterm bedzie bez watpienia Giuseppe Garibaldi, za ktorego sprawa doszlo do unifikacji Italii.
W zwiazku z ta okragla rocznica, Berlusconi ustanowil jutrzejszy dzien wolnym od pracy i w dodatku odplatnym.
Wielu Wlochow jednak nie popiera tej inicjatywy, przede wszytskim ze wzgeldu na duze koszta, jakie poniesie panstwowa kasa, no a Wlochy w chwili obecnej  nie maja najlepszej sytuacji finasowej, a poza tym jak wiadomo, w polnocych Wloszech nadal jest wielu zwolennikow ponownego podzialu kraju przynajmniej na dwie czesci: bogata i uprzemyslowiona polnoc i na zabiedzone poludnie wraz ze stolica - Rzymem.
No coz Berlusconi w jaks sposob chcial udobruchac obywateli po ostanich swoich wybrykach, no to mach .... dal nam wolny dzien. Ja zaproponowalabym jednak jakies mistrzostwa swiata w pilce noznej, bo tylko wtedy Wlosi staja sie wielkimi patriotami i kochaja sie wszyscy bez wzgledu z jakiego regionu kraju pochodza.
Poki co Mediolan wystrojony w zielono-bialo-czerwone kolory, wabi mieszkancow i turystow nielada atrakcjami, z ktorych to jutro mam zamiar skorzystac.