moje zycie na emigarcji
Kategorie: Wszystkie | Emigracja | Foto | Mediolan | Przepisy | Rozne
RSS
środa, 26 stycznia 2011
Atmosfera w pracy jest coraz gorsza. Zdecydowanie. Codzienne klotnie mojego szefa ze wspolnikami, wzajmne docinki wrod moich kolezanek w biurze i narzekanie na brak pieniedzy to chleb powszedni. Niestety wszystkim chyba udziela sie kryzysowa atmosfrera jaka ogolnie ogarnela Wlochy. Zwlaszcza ostanie newsy jakie dostarcza kazdego dnia prasa i telewizja na temat premiera Berlusconi'ego, doprowadzaja Wlochow do bialej goraczki i podsycaja ich niezadowolenie. Ogrania ich coraz wieksza frustracja. No bo jak moze szlag nie trafic, kiedy okazuje sie, ze czlowiek, ktory reprezentuje narod wydaje astronomiczne sumy na kobiety ( niestety tez i nieletnie) zabawia sie jak mlodzieniaszek w swojej luksusowej willi organizujac imperezy typu "Eyes wide shut" i w obliczu niezbitych dowodow takowych uciech twierdzi, ze to tylko lewicowa propaganda.  Bill Clinton pewnie bije sie w piers, ze byl na tyle glupi i publicznie przeprosil Amerykanow za ten jeden niewinny numerek z Lewinsky.
Wrocmy do pana B. Ok,  podobno pieniadzie sa jego osobiste (? osobny rozdzial) i prywatnie moze robic co chce,  ale moze by tak  znalazl chwile i pomyslal w koncu jak wyprowadzic Wlochy z kryzysu, moze pomyslaby o tych, ktorzy stracili prace albo o tych, ktorych zarobki sa tak marne, ze nie wiaza konca z koncem. Narod ten przyzwyczajony do dobrobytu i beztroskiego zycia musi coraz bardziej zaciskac pasa. Ilez mozna?- powiadaja.
Oczywiscie mozna, mozna. My Polacy wiemy cos na ten temat ale Wlosi musza jeszcze nad tym mocno popracowac bo jak twierdza specjalisci bedzie coraz gorzej.

A tymczasem Signor B:

 

środa, 19 stycznia 2011
Wczoraj, calkiem przypadkowo, natknelam sie na slowo "wiatrolap". Co w tym takiego nadzwyczajnego?
Otoz okazuje sie ze moc slow jest ogramna i wytarczy jeden niepozorny i wrecz smieszny wyraz by wywolac we mnie takie emocje, ze az zachcialo mi sie plakac. Nie wiem dlaczego, ale slowo to przywolalo mi na mysl moje dziecinstwo. Pewnie dlatego, ze kiedys w domu mielismy wiatrolap gdzie zima zostawialo sie  osniezone buty  i gdzie latem staly piekne kwiaty, a moze dlatego, ze bylo to ulubione slowo mojej mamy. Sama nie wiem. Z chwila kiedy rodzice zrobili remont, likwidujac wiarolap, tak ze z ogrodu wchodzi sie teraz bezposrednio do domu, slowo to definitywnie wyprowadzilo sie z mojej glowy.  Az do wczoraj. Od razu siegnelam po slownik jezyka polskiego i zaczelam, doslownie strona po stronie, czytac wszystkie hasla. Tak, tak... bo uswiadomilam sobie niestety, ze sa takie polskie slowa, o ktorych istnieniu zupelnie zapomnialam a "wiatrolap" jest wlasnie jednym z nich. Ja nie chce zapominac polskich slow!

Chyba jakas melancholia mnie dopadla a wszystkiemu winna jest napewno ta cholerana mgla.



Dzis rano (i tak jest od poniedzialku)






poniedziałek, 17 stycznia 2011
Kolejny mglisty dzien i do tego jeszcze poniedzialek. Nie ma gorszej mieszanki. Jedynie zapach  porannej kawy, ktora przygotowal dzis rano moj maz, zmobilizowal mnie do stawienia czola znienawidzonemu poniedzialkowi.
Obowiazki jednak wzywaja i nawet gdybym chciala poleniuchowac troche to nie moge. Nie moge  i juz. Mam kilka zaleglych i niecierpiacych zwloki spraw, ktore i tak juz za dlugo czekaly na swoja kolej i ktore w zasadzie mogl spokojnie zawatwic tez moj mezczyzna, ale jego wymowki sa zawsze wazniejsze od moich. Praca, zebranie, nie moge spoznic sie do biura....
Dzis wiec czeka na mnie:
poczta: odebrac polecony, ktory lezy juz tam prawie miesiac - oby nie mandat
ufficio scolastico (urzad w gminie zjamujacy sie spawami szkolnymi): wyjasnienie o co chodzi z zaleglymi oplatami za obiady malego, bo wedlug nich zalegam na prawie 376 euro - co nie jest prawda bo place regularnie
szpital: odebranie wynikow badan
Niby niewiele tego jest i wydawac by sie moglo, ze wszystko zlatwie w  dwie minuty to nie mam sie co ludzic. Pewnie jak zwykle strace nie tylko nerwy ale i pare cennych godzin i nie obejdzie sie bez kolejek, tlumaczen czy odsylania do kolejnych okienek, jak to zreszta czesto zdarza sie we wloskich urzedach, zwlaszcza tych panstwowych.
Oprocz tego dzis wieczorem musze zdecydowac wreszcie jakie wybrac firany z posrod kilkunastu probek, ktore dostalam od krawcowej, pomoc malemu w referacie z historii o Sumerach, pomyslec co zrobic na kolacje i uprasowc sterte ciuchow jaka uzbierala mi sie po 5 praniach zrobionych w ten weeekend, no i do tego musze jeszcze wpasc do pracy na 2-3 godziny.
Przypomiala mi sie swietna francuska komedia z Sophie Marceau pt. "Kobieta na Mrsie, mezczyzna na Wenus".
Cos mi sie wydaje, ze zastosuje taki sam plan. Zmienie sie z mezem na obowiazki, wtedy zobaczymy, czyje wymowki beda wazniejsze.
czwartek, 13 stycznia 2011
No i mamy styczen a w zasadzie to prawie polowe stycznia. Czy ten czas musi tak umykac? Dopiero szykowalam sie do Swiat potem na wypad w gory a tu juz luty za pasem.
Moze i lepiej bo nie moge sie doczekac slonca i dluzszych dni i nie chodzi mi cieplo ale o odrobine swiatla, bo od kilku ladnych tygodni swat wokol mnie jest szary i mglisty, nawet w gorch nie mielismy w tym roku ani jednego slonecznego dnia. Wrecz przeciwnie bylo pochmurno, mgliscie i bardzo zimno okolo - 16 stopni. Jedyna pociecha byla dla nas dobra tirolska kuchnia, codzienna porcja strudla z cieplym sosem waniliowym oraz mala szklaneczka grzanego wina. Odbilo sie to nam na wadze, wiec maz biega zawziecie a ja daje wycisk na silowni.