moje zycie na emigarcji
Blog > Komentarze do wpisu

Wiatrolap i mgla

Wczoraj, calkiem przypadkowo, natknelam sie na slowo "wiatrolap". Co w tym takiego nadzwyczajnego?
Otoz okazuje sie ze moc slow jest ogramna i wytarczy jeden niepozorny i wrecz smieszny wyraz by wywolac we mnie takie emocje, ze az zachcialo mi sie plakac. Nie wiem dlaczego, ale slowo to przywolalo mi na mysl moje dziecinstwo. Pewnie dlatego, ze kiedys w domu mielismy wiatrolap gdzie zima zostawialo sie  osniezone buty  i gdzie latem staly piekne kwiaty, a moze dlatego, ze bylo to ulubione slowo mojej mamy. Sama nie wiem. Z chwila kiedy rodzice zrobili remont, likwidujac wiarolap, tak ze z ogrodu wchodzi sie teraz bezposrednio do domu, slowo to definitywnie wyprowadzilo sie z mojej glowy.  Az do wczoraj. Od razu siegnelam po slownik jezyka polskiego i zaczelam, doslownie strona po stronie, czytac wszystkie hasla. Tak, tak... bo uswiadomilam sobie niestety, ze sa takie polskie slowa, o ktorych istnieniu zupelnie zapomnialam a "wiatrolap" jest wlasnie jednym z nich. Ja nie chce zapominac polskich slow!

Chyba jakas melancholia mnie dopadla a wszystkiemu winna jest napewno ta cholerana mgla.



Dzis rano (i tak jest od poniedzialku)






środa, 19 stycznia 2011, alf19

Polecane wpisy

Komentarze
2011/01/24 01:36:47
Ja tego slowa nigdy nie uzywalam, bo w mojej rodzinie mowilo sie na te czesc domu : weranda. Tak jak Twoja mama Lubila slowo "wiatrolap", ja lubie moja "werande". Te, w domu moich dziadkow, z trzema scianami w calosci przezszklonymi malymi okienkami, na ktorych parapetach, moja babcia stawiala w lecie sloje z owocami - na sok - do ktorych przylatywaly z ogrodu pszczoly i osy. Balam sie ich bzyczenia, wiec w sloneczne dni szybko wchodzilam lub wychodzilam z domu. Natomiast lubialam tam przesiadywac w deszczowe, wakacyjne dni i grac z moimi kuzynami w karty. W taka pogode lataly tam tylko muchy.
Natomiast zima, wejsciowa weranda zamieniala sie w jedna, wielka, biala lodowke ; szybki w okienkach nic, a nic nie zatrzymywaly chlodu z zewnatrz i na dodatek mroz pieknie je zamalowywal. Babcia, przygotowujac rok w rok swiateczna Wigilie, nigdy nie narzekala na brak miejsca w kuchennej lodowce, bo wszystkie przygotowywane wczesniej potraw czekaly sobie spokojnie na wigilijny wieczor na mroznej werandzie.

Dobrze Cie rozumiem moja droga, ze nie chcesz zapominac polskich slow, bo ja tez tak mam.
Mysle, ze pewnych slow, to nawet nie moglabym zapomniec, bo zbyt mocno siedza w mojej pamieci...
Pozdrawiam Cie serdecznie :)